Zrobiłam schabowe. Nie jest to może rzecz, od której moje kubki smakowe szczytują, a z nimi ja sama, ale małżeństwo to jeden wielki kompromis, a K. przepada. (Daj mi Boże tylko takie kompromisy do wypracowania.)
I kiedy tak nurzałam kawał rozklepanego schabu w panierce mój umysł doznał pewnej wizualizacji. Wyobraziłam sobie, że oto odbieram telefon i słyszę K. jak mówi, iż nie przyjdzie dziś do domu. Właściwie nie przyjdzie w ogóle, wyprowadza się, poznał Annę/Julię/Magdalenę parę tygodni temu i zakochał się na zabój. (Znamienne, iż założyłam bezwiednie, że nie może być to ani Mariola, ani Andżela, gdyż ten typ nie wskórałby nic choćbyśmy mieli kryzys kryzysów, i gdyby K. doprowadzony do ostateczności wodził palcem po rybryce usługi, zatrzymując się na ogłoszeniu aaaawkurwiającą żonę sprzątnę.bez śladu.gotówka. Nawet wtedy.) Tak więc zwizualizowałam sobie takie oto smutne wyznanie wydobywające się z dziurek telefonu.
- A ja właśnie zrobiłam schabowe – rzekłam oszołomiona w tej mojej wizji – nie możesz nie przyjść na schabowe.
- Strasznie mi przykro, że akurat dziś. Ale nie przyjdę. – odpowiedział mój mąż i brzmiało to ostatecznie.

Następnie usmażyłam kotlety i usłyszałam jego kroki na korytarzu.

*

Mój syn dojrzewa.
Sprawia problemy.
Pierwszy raz dostaję za niego po głowie. Pierwszy raz wstydzę się. Setny raz zastanawiam się z czym konkretnie dałam dupy i dlaczego z niejednym. Na szczęście szybko okazuje się, że jestem wyjątkowo podatna na rozkminę, bo oto nieoceniona Jak-ciotka, wyłuszcza mi swą klawiaturką, iż wszystko jest okej, a jej naprawdę udany pięciolatek odpierdalał równie soczystą manianę przedszkolną i bynamniej nie otwierała żył.
Zabrzmiało to wielce rozsądnie i przystopowałam.

Niemniej jest Marceli Fr. ciężkim przypadkiem małoletniego nonkonformisty-rozpierdalacza.
Kiedy grożę mu, że nie będzie dubidu/jaja/Ani (na nasze: kreskówki o demaskatorach niegodziwców w przebraniu istot paranormalnych; czekolady, zakodowanej w niespełna dwuipółletnim umyśle jako jajo niespodzianka, niezależnie od formy, którą przybiera; wizyty u serdecznej sąsiadeczki, znanej jako Czujna Ania, której pełne tajemniczych zaułków mieszkanie Marceli Franciszek kocha ponad wszystko inne), kiedy grożę i srożę, że wymienionych składowych marcelowego szczęścia zabraknie, on się prawie zawsze zgadza. Daje mi do zrozumienia – ok, matko, nie będę jadł czekolady, ale teraz daj mi spokój i pozwól, że uczynię spustoszenie do końca. I ja wtedy, nie żebym kapitulowała, nie-nie, ale przez jakieś nanosekundy mam dupowatą minę i mój pantałyk żyje własnym życiem. 

*
Wczoraj poprzysięgłam sobie, że już więcej nie obejrzę Magla Towarzyskiego.
I to nie z przyczyn, jakie przytacza kocica.

Wczoraj na tapetę wzięli wywiad, jaki młoda-niemłoda Jaruzelska zrobiła z tatusiem. „Nie wygląda mi to na działanie pijarowe” – powiedziała Korwin-Piotrowska wywracając tymi swoimi gałami z zezem rozbieżnym czy inną pląsawicą źrenic. Na to dictum zrobiliśmy z K. jak na komendę wielkie teatralne CHA-CHA-CHA. Potem przestało być śmiesznie a zaczęło być niesmacznie. Piotrowska zaczęła bić sobie konia fotografią Jaruzela na tle swej biblioteki, stękając orgazmicznie, że gdzie jak gdzie, ale tutaj można być pewnym, że jest to biblioteka nie dla picu, lecz w całości przeczytana.
-Przed czy po wydaniu rozkazu mordowania strajkujących? – spytał K.
-Przełącz to bo mi rozsadzi łeb – wycedziłam nienawistnie

I tak została spuszczona do kibla ostatnia szansa zapewnienia mi rozrywki na znośnym poziomie przez pakiet tefauenowski, a tym samym uczynienia ze mnie potencjalnego nabywcy towarów i usług tefaunenowskich reklamodawców.
Cha Wam w De, moi mili. Komuszydła nędzne.

*
Poza tym jest leniwa niedzielka, piszę sobie na nowiuśkim laptopiku, który nabyłam z datków otrzymanych na dwudzieste ósme urodziny oraz oszczędności własnych, mój ekspres zaparzył jak zwykle doskonałą kawę, mój francowaty synek śpi słodko, mąż czyta co lepsze kawałki z konsumowanej literatury, a Irenka po raz pierwszy w swoim niespełna rocznym życiu wystawia do nas tyłek i miaukodarciem ryja zachęca do ulżenia jej w seksualnym delirium.