Klimat zbiorowego samoumartwienia mamy za sobą, jak mniemam.

Wreszcie może przestanie prześladować mnie dupościsk dotyczący ewentualnego urażenia czyichś uczuć. Oraz przestanę podlegać notom koleżanek-barometrów-od-żałoby, oceniających, czy dostatecznie przeżywam. Czy z właściwą mocą smagam psyche rzemieniami z ołowianą kulką. Czy proporcjonalnie dużo czasu spędzam na śledzeniu drogi konduktu żałobnego w stosunku do nowych odcinków Californication. Czy flaga odpowiednio żałośnie łopocze. Bo nie daj Bóg, by załopotała na wesoło.

 

Przyszła wiosna. Z dnia na dzień buchnęła zieleń. Otrzymałam pewien telefon. Głos z zaświatów, jak ja to mówię, kiedy dzwoni ktoś niesłyszany od lat. Że co u nas, a jak mały, o rany już do przedszkola!, ale ten czas leci, jak para, trzeba by się zobaczyć, tylko kiedy, ach musimy coś wymyślić, najlepiej naprędce. Nie wie co u nas już kopę lat. I jakoś mu ta niewiedza nie przeszkadza. Aż do dziś.

Hmm. Hmm. Pomyślmy.

Co to tam ostatnio było? Prezydent zginął, racja. I co jest tego najważniejszym politycznie następstwem? Trzeba wybrać nowego. O rany. Na fali narodowego współczucia po utracie brata i bratowej Jarosławowi potężnie skoczyły słupki. Alarmująco rzekłabym. A dziś mamy oto pierwszy dzień nie-żałoby. Pierwszy dzień w którym jako tako wypada wykonać pierwsze telefony. Do różnych takich. I już dostaję telefon. Niby towarzyski, niby słowa o Matce Partii. Ale jakżesz to wszystko czytelne.

(Ach, ja to jestem jednak chytra sucz.)

Cha, cha.

No cóż.

Mnie już politykowanie nie kręci. Choć może powinnam przemyśleć. Jest duża szansa, że biorąc dalszy udział w mizianiu sobie nawzajem międzypośladzia, sprawię, iż ktoś kiedyś powie o mnie „kwiat inteligencji”. A przecież dobrze wiemy jaki ze mnie kwiat. Kiedyś byłam różą, lecz nie jestem teraz.

A jednak nie skorzystam. Bardzo cenię sobie przeświadczenie, że nikomu, prócz rodziny, niczego nie zawdzięczam.
Generalnie mam fantazję dotyczącą osiągnięcia stanu zdystansowania się do świata zewnętrznego i jego przedstawicieli.
Zdystansowana ja to taki wdzięczny oksymoronik!