No i co no. Nasze na wierzchu. Ciekawe jak długo.

Lepsza Polska będzie?

Przeforsują reformy, bo im nikt nie będzie robił koło dupy kolejnym veto?

Taaa. Chyba reformy pierwszej damy. Bladoróżowe z haftem ryszelie.

 

Mam bardzo wiele postulatów. Ale trochę jestem po tej nocy zmęczona. Jechaliśmy z Wybrzeża długo i żmudnie, a potem przez moment prowadził Jaro, widziałam kątem oka bordowe lico K., sama rechocząc głośno i nerwowo. Chyba mam na chwilę dość życia polityką.


Chociaż jeden postulat jest wart omówienia.

Opracował go K. na podstawie rozmaitych obserwacji. Otóż K. postuluje, by utworzono rezerwaty dla idiotów. Ależ! Żadna prowokacja. Bardzo mądra rzecz. Utylitaryzm w czystej postaci. Jakieś pięćdziesiąt km kwadratowych, takie miasto. I tam, by się różni Mariusze i ich czirliderki – Andżele, spełniali. Reklama rezerwatu puszczona w emtiwi oraz tefauen turbo, miałaby twarz łysego, opalonego Mariusza, który informowałby uprzejmie nie bawiąc się w zbędne woale, że jeśli chcesz komuś spuścić wpierdol, a także jeśli pała ci sterczy na myśl o rozpierdoleniu się na pniu przydrożnego dębu to on zaprasza do Rezerwatu. Trzeba najpierw podpisać tylko orzeczenie, że masz w dupie swoje życie, lecz jeśli, co za niefart, przeżyjesz, nie będziesz się leczył na koszt osobników niezamieszkujących tego idyllicznego miejsca. Formalność, nic takiego. W Rezerwacie możesz mieć dwieście na liczniku przejeżdzając przez ścisłe cetrum. Luz. Rozsmarujesz przechodnia na asfalcie, nie szkodzi. On też podpisał stosowne orzeczenie. Bo on też lubi takie gierki. Spontaniczne wpierdole i brawurowe rajdy szosą kategorii Ce.

Bardzo chętnie agitowałabym znajomych i rodzinę, by oddali 1% na Rezerwat. Sama też regularnie zasilałabym jego konto.

Bronek, obiecaj mi taką opcję, a możesz nawet nie prywatyzować służby zdrowia.

 

Co do Openerka to pięknie.

Wujcio Masłow pogłaskałby się z zadowoleniem po podbródku, widząc mnie, żywą ilustrację swoich twierdzeń. W czwartek nieco mnie na Trikim już nosiło. A bo zimno i spać, choć koncert bardzo. Jednak ja pomna rewii mody, jaka się tam odbywa, nie chciałam pozostać w tyle i postawiłam na stajl. Stajl polegał na obnażeniu sporej powierzchni ciała w stylu militarnym. W piątek już nie byłam taka próżna i zdecydowałam się jednak na zabudowany obuw oraz kilka warstw górnych. Oraz się byłam wyspałam. Pierwszy raz rano, drugi po południu po zejściu z plaży. Boże, jaki człowiek inny, lepszy, jak może pospać. Massive żarłam łychami. Nic a nic mnie nie dekoncetrowało. Kiszki napełnione dorszem w panierce i małosolną kapustką. Pęcherz pusty. Eden.

Potem byli Sajpres chłopcy z Jues, Kalafonia, no i śmieszno było, bo ta stylistyka gangsta-madafakin to taka bardziej pastiszowa niźli madafakin. Uśmiałam się setnie, ale tak serdecznie.

Skank zrobiła sobie cyc, bo z tego co pamiętam była dość płaska. Śpiewała ładnie, bo ona ma potężny wokal, jednak to już też daaawno, dawno nie moja bajka.


K. też zadowolony, choć parę rzeczy mu się zazębiło, na przykład jakiśtam 52um wlazł na Massive i był chłopak rozdarty. Ja nie znam. Ja jeśli idzie o ścisłą niszę, to jestem taka trochę Andżela.