(Uwaga, jestem lekko nawalona.)

 

Ja mam w sobie sporą dozę autorefleksji. Co by tłumaczyło gen megalomanii z kompletu chromosomów od ojca. No bo uskuteczniać rozkminę na swój temat to megalomania w chuj.

 

Otóż ja rozkminiam na okrągło.

Dzięki temu sporo o sobie wiem.

I raczej WIEM niż WYOBRAŻAM SOBIE, bo rozkmina, którą uprawiam, jest w dużej mierze krytyczna. Samo.

 

Co wiem? (W kontekście bycia matką)

Wiem, że macierzyństwo nie jest moim konikiem.

No, generalnie preferuję inne sporty. Mniej wkurwiające. (Nie uniknę tu obcesowości, wrażliwi proszeni o opuszczenie lokalu). Czyli to już ustaliliśmy – bycie mamusią to nie mój odjazd. Może dlatego, że mam do siebie w roli matki bardzo wiele zastrzeżeń.

Jedziemy dalej.

Drugi punkt. Uwaga paradoks! Uważam, że bycie rodzicem to coś, czego naprawdę nie watro przegapić. Nie warto odpuścić sobie. Z bardzo wielu względów. Doszło nawet do tego, że w pewnych dyskusjach nie do końca traktuję poważnie osoby bezdzietne. To je bardzo irytuje (przepraszam, can’t help). Dziecko totalnie zmienia optykę i jest to według mnie właściwa optyka. Ta, co ją tworzy dziecko.

Trzecia rzecz, to fakt, że pomimo, iż samo doświadczenie macierzyństwa często mocno mnie rozczarowuje, kocham jego Istotę jak ja pierdolę. W związku z tym, że mój Syn jest absolutnie centrum mojego świata (pomimo, że orka związana z opieką nad tym Centrum nie jest moim konikiem), panicznie boję się, że zostanie skrzywdzony. Że dostanie na swoje barki (barunie) stres, z którym bardzo ciężko będzie mu sobie poradzić. Boję się, że coś spierdolę. Albo zrobią to inni. A zrobią prędzej czy później. Bo każdy z nas jest w jakimś tam stopniu pierdolnięty. Przez obcowanie z innymi. Ma fobie, schizy i neurozy. Obgryza pazury. Zrywa skórki. Zdrapuje popryszczowe krostki (ja), nie może się skupić na lekturze (ja), pije więcej niż powinien (ja), ma nieuzasadnione pretensje do świata (ja).

 

Marceli Fr. wszedł właśnie w SYSTEM.

System różni się od Misiów tym, że nie informuje jebniętej w dekiel mamuni, czy Marceli jadł, co jadł, co robił, jak mu było, czy był fajnym Marcelim, czy tym Marcelim, przez którego mamunia drze ryja, czy był stolec i o której.

System działa jak fabryczna taśma. Jeb! Następny!

 

Boooli mnie to.

Wyrywa mi paznokcie i tnie opuszki papierem.

 

Dziś moje dziecko wróciło z przedszkola i oddało do błękitnego nocniczka mocz stulecia.

Zapytałam – czyżbyś nie sikał tyle godzin?…

A on, że nie. Bo nie wiedział gdzie jest łazienka.

 

!


Idę sobie otworzyć tętnice.