Przeorganizowałam życie.

Przeorganizowałam siebie.

Bo przecież ja to żonka z parującym garem w progu. Tak lubiłam, naprawdę.

A tu niespodzianka. Niespodzianka?


Ja to taka hybryda trochę. Wszystkiego trochę. Trochę tego i tamtego. Trochę mielonych z cebulką i czosnkiem i trochę materiałów prasowych dla sklepów z dizajnem wnętrz. Trochę – mamusiu tak bardzo cię kocham, i trochę – pani Ewo, stół, krzesło i czajnik. I moździerz. W wysokiej rozdzielczości, trzysta de-pe-i. Dziękujemy, redakcja Em Jak Mieszkanie. Chryste jak to robicie matki, co macie ich więcej? (Naturalnie pytam tylko te, które mają zaszczepiony postulat NIE-W-DUPIE-MANIA).

Jak Wy to, do kurwy nędzy, robicie? Kiedy znajdujecie czas na ich dwoje, troje, lub nie daj Bóg, więcej. I pracę, rzetelnie wykonywaną, (pani Ewo, kubki, kubki w stylu retro, wysoka rozdzielczość). Jak Wy to robicie, że nie skręca Was wyrzut? Że za mało czasu, za mało wszystkiego, za mało mamusi i za mało chłodnego profesjonalizmu? Że pazurki w modnym odcieniu trupiej szarości, względnie beżu oraz zeskrobywanie rzygowin z dywanu w jednym stały rzędzie. Że wiecznie chore bachorzę, jęczące i szare oraz Pani Ewo.
 
 

Nie, nie dziwi mnie, że nie chcecie mieć dzieci. Co innego ja. Imperatyw rozmnażania miałam zaprogramowany w każdym ruchu miednicą (podczas). Dzieci są przesrane. Kochane, ale przesrane. Nie do ogarnięcia. Do ogarnięcia, ale koszmarnym kosztem. Wszystko olbrzymim kosztem, Pani Ewo.

Ja pierdolę, nie dziwi mnie, że nie chcecie się rozmnażać.