Mikołaju, złamasie jeden, dałes dupy.
(Ropne zapalenie uszu dla odmiany, kolejny antybio, rozmyślam na którym nadodrzańskim dębie zawisnąć).

Mam.
Barszcz. Śledzie. Kapustę z grochem. Makiełki. Ciastka korzenne. Muffiny cynamonowe z suszoną śliwką. Taki był mój przydział.
Prezentów mam trzy wielkie torby podróżne. Trzeba znieść dziś do auta, żeby Marcelon nie zczaił. Bo może ma ropę w uszach, lecz na pewno nie wpływa to na jego bardzo zaawansowaną rozkminę. Dupy dałeś, skurczysynu, ale to nie powód, by dziecko dowiedziało się, że ciebie nie ma. No.

Czy czuję święta. No nawet paradoksalnie czuję. Przez tę ropę, nieprawdaż.
Boba Dylana słuchamy głównie, fajnie chrypi i nastrój robi.

Jutro maraton wigilijny. Przyzwyczaiłam się już.
Piję Tchergę i rozmyślam o życiu. Przemyślenia mam różne, może się podzielę jak wytrzeźwieję.
A może nie.
Marne to wszystko, ale dość przyjemne.