Salon odzieży używanej na Orzeszkowej prowadzony jest przez nieprzeciętnego buca. Interesem zdaje się zarządzać jego małżonka, pani o looku podstarzałego piczona, ale rzadko bywa na sklepie. Zaszczyt pakowania szmat do zrywek oraz informowania, że nic nikomu nie będzie odkładane, przypada bucowi. Buc jest bucem gdyż albowiem jest on w kurwę niesympatyczny. Manifestuje w ten sposób, że se pozwolę na drobną psychoanalizę, niezadowolenie z zaistniałego stanu rzeczy, czemu trudno się dziwić, istnieją  bowiem rozmaite profesje, w których może odnaleźć się mężczyzna, jednak jak by na sprawę nie patrzeć, ekspedient w lumpeksie raczej się na liście tych profesji nie plasuje. Niemniej skoro tam stoi za tą ladą od wielu lat i upycha wybrane przez klientelę dobra do zrywek, znaczy to, że biznes się opyla i nie ma co płakać oraz obrażać się na świat. Cel uświęca środki, nieprawdaż.
Gdyby nie fakt, że kupuję tam Marcelonowi wyśmienite firmówki za bezcen, moja noga nie postałaby w świątyni buca ever-again. Łażę tam czasem, czuję niesmak, ale łażę. A także zdarzy mi się upuścić jadu po wyjściu. Dziś okazało się, że jad ma swojego pilnego odbiorcę. Słuchacza wiernego z małą pluskiewką, nagrywającą mamunię najpilniej w momentach werbalnej niepoprawności.

Pojawiliśmy się w salonie odzieży z drugiej ręki, znęceni szyldem, jakoby buc pozbywał się asortymentu i chciał za wszystko pół dotychczasowej ceny. Ponieważ hasło: wyprzedaż działa na mnie równie nęcąco, jak możliwość relaksacyjnego nastukania się przed ulubionym serialem, niewiele myśląc parkuję furę przed rzeczonym lokalem w nadziei ubrania dziecka w same marksyispensery, haemy, neksty oraz dżordże.
Grzebię, grzebię, równolegle grzebią inne łowczynie lumpeksowych uniesień, buc łypie zza lady, jest swojsko.
- Mamooooooo? – odzywa się głośno Główny Powód mojego bycia tu, a nie gdzie indziej i celuje palcem w buca – dlaczego nie lubisz tego pana?
Cisza. Współgrzebiący cichoczą. Marceli ma bardzo poważne oczy. Oczekuje odpowiedzi. Uczciwej. Tu i teraz. Mamooooo. Chrząkam.
- Ciężko powiedzieć, że nie lubię kogoś, kogo w ogóle nie znam, wiesz? Mogę powiedzieć, że nie lubię na przykład…
- Przecież tak mówiłaś. Mówiłaś, że nie lubisz tego pana.
Chichot zza wieszaków. Mina Marcelego Fr. żądająca dogłębnej analizy stosunków z panem bucem.
Biorę kamizelkę i spodnie i jak gdyby nigdy nic kładę bucowi przed nosem. Buc kasuje i mamrocze kwotę. Marcelowi urywa się wątek, na rzecz wątku
a kupisz mi lizaka?

Przy zapiekance relacjonuję żenuę małżonkowi.
- Ani słowa więcej przy nim na temat naszych matek – mówi K. krótko.

No.