Fetyszem Eugenii był skrót dr med przez nazwiskiem i tak też wyobrażała rodzinę, w którą w przyszłości wżeni się syn. Miała być to rodzina koniecznie z tradycjami lekarskimi, inteligencka, dystyngowana, za pan brat z sawuarwiwrem i z kolekcją Kossaków. (Miało to nastąpić naturalnie dopiero wtedy, gdy Wacuś skończy studia, obroni dyplom, znajdzie dobrą pracę i w ogóle ogarnie się życiowo.).
Niestety niezbadane są wyroki studenckich chuci i tak teść Wacusia okazał się być skromnym architektem, niezbyt zamożnym, z nienadzwyczajną ilością zasług dla miasta, a także całej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Słabe.

Eugenia w ogóle nie lubiła, by otaczał ją byle kto, by było byle jak i niezbogiem. Sama Eugenia była bardzo niebylejaka, gdyż dysponowała herbem szlacheckim, tytułem hrabiowskim, fortepianem z dziewiętnastego wieku oraz przychylnym wejrzeniem Najwyższego. Przynajmniej tego pozłacanego w osiedlowej parafii. Miała także doktorat honoriskauza z manier i wszelkiej etykiety.

Niestety odkąd Wacuś poczynił pierwsze kroki na drodze do samodzielności spotykały ją same afronty. Wybranka serca – Bożenka niedostatecznie wdzięcznie dygała po spożyciu sarniny, nosiła sztruksowe dzwony oraz, o zgrozo, nie była córką doktora Religi. Jakby tego było mało – nie pytając o zgodę ZASZŁA!
Tego było za wiele! Nie tak sobie Eugenia wyobrażała wypadki miłosne Wacusia. Miała być eteryczna dziewica w sukience z kołnierzykiem zdobnym w haft ryszelie, inteligentna, lecz niekoniecznie dająca temu wyraz (a więc: inteligentnie milcząca), bogobojna i z takiej rodziny, by nie było mowy o mezaliansie. Miał być swat-chirurg, najlepiej kardio, Matejko na ścianie, skrzyżowane szabelki i przynależność do kulturalnej śmietanki miasta. Wreszcie – miało być po bożemu: najpierw ślub, najlepiej w garnizonowym, wystawne i bardzo ąę wesele, a potem dwoje, maksimum troje wnucząt, taki rozsądny kompromis pomiędzy naukami kościoła a oświeceniem ludzi wykształconych.  

A tu wszystko nie tak.

Na spotkaniu zapoznawczym z rodzicami Bożenki, Eugenia wyraziła wolę wyskrobania owocu miłości Wacusia i Bożenki (w tym czasie pozłacany Najwyższy z parafii osiedlowej gwizdał i udawał, że na chwilę ogłuchł, gdyż było jasne, że Eugenia miała swoje racje). Przyszli swaci, gdy już im wróciła mowa, odpowiedzieli wstrząśnięci i z godnością, że nigdykurwawżyciu.
Eugenia zadecydowała, że nie pozna nigdy Małgorzaty, już na etapie jej (Małgorzaty) życia płodowego. Bo tak. Bo miało być inaczej. Nie tak miało być. Miało kurwa być inaczej.
Nie stawiła się również na ślubie Wacusia i brzemiennej Bożenki, a gdy małżeństwo zaistniało robiła wszystko, by istnieć przestało. Co w przypadku dwójki trochę ponad dwudziestolatków nie było takie trudne.

Żeby tak naprawdę wiernie oddać osobę Eugenii należałoby, prócz przytoczenia jej ewidentnych bezeceństw, opowiedzieć kilka anegdot z późniejszego współżycia z drugą, docelową rodziną Wacława. Na przykład tego, jak strofowała swą jedyną, choć patrząc na rzecz od strony biologii przecież jedną z dwóch, wnuczkę, by nie mówiła głośno, że pies, wróciwszy z przechadzki w dżdżystej aurze, śmierdzi, bo to NIEELEGANCKO.
Nie żartuję.

Gdy wyziewała ducha, a trwało to trochę i Małgorzata wiedziała o okolicznościach, dla wielu, było więcej niż pewne, że zapragnie pojednania. Pokaja się. Przyzna do błędu. W końcu jej własna matka była na nią swego czasu śmiertelnie obrażona, że nigdy nie zapragnęła zobaczyć pierworodnej Wacusia.
Ale nie. Ni chuja. Strzykała jadem na katafalku do końca. Obrzucała inwektywami wszystkich, którzy się nawinęli. Nikt nie był godny odprowadzać jej przed oblicze Pana. Wszyscy ją zawiedli, nie byli jej godni, nie wpisali się w jej wyobrażenie bóg-honor-ojczyzna-wratislawiacantans.


I, kurwa, wiecie co?

Kiedy już Eugenia gryzła glebę, wyszły na jaw różne FAKTY.

Okazało się na ten przykład, że to pozłacanie na rodowych filiżankach z herbem to zwykły tombak był, i że osiedlowy chrystusik widział już niejedno krwawiąc za miljony, a także, że rozczarowania, jakich jej dostarczali wszyscy wokół, to małe miki w porównaniu z bagienkiem własnym.

 

Ale o tym napiszę, jak już uleczę zakwasy na brzuchu po całodziennym rechocie.