Kiedy Anna zanurzyła kształtną wargę w pianie home-made latte, Małgorzata zastanawiała się po kim jej siostra dostała takie usta i dlaczego ona takich nie ma, dysponując w połowie jednakowym materiałem genetycznym. Annie nie zamykała się paszcza i trudno było nadążyć za jej wielowątkowymi narracjami. Bohaterowie byli dobrze znani Małgorzacie, narracja przebiegała wartko i przewidywalnie. Pomiędzy łykami kawy przewijały się opowieści o narkotykowym impasie ich kolegi z dzieciństwa, pobycie w psychiatryku innego, niespodziewanym wyznaniu miłości wieloletniego przyjaciela i powiernika sekretów Anny, romansie jej rówieśnicy z pięćdziesięciolatkiem, spotkaniach rodziny z siostrą przyrodnią Wacława…

Tu Małgorzata odstawiła kubek i zażądała zatrzymania akcji, gdyż dostrzegła bohatera, którego fabularne narodziny były jakby niejasne. Właściwie walić narodziny, sam bohater był niejasny, konotacje z pozostałymi były niejasne, wszystko, co wypływało z kształtnych ust Anny stało się jedną wielką niejasnością.
Jaka, kurwa, siostra ojca? – zapytała prostolinijnie Małgorzata i oto była świadkiem skomplikowanego procesu myślowego na twarzy jej siostry. Pierwsza myśl, niewypowiedziana wyglądała na: jak to jaka?, druga myśl niewypowiedziana to było zdaje się: to ty nic nie wiesz?!, trzecia myśli niewypowiedziana była stekiem najstraszliwszych bluzgów, których ładne usta Anny, naturalnie, nie uwolniły, gdyż szkoła etykiety Eugenii, odcisnęła na wnuczce wyraźne piętno.

W pierwszych słowach swego listu Anna nakazała Małgorzacie milczeć o tym, co zaraz usłyszy.
Małgorzata uderzyła się w pierś, lecz dwa najdłuższe paluchy u lewej stopy miała skrzyżowane, czego Anna naturalnie nie dostrzegła, gdyż po pierwsze Małgorzata miała na sobie grube zimowe rajstopy, po drugie – nawet kapcie, po trzecie zaś, kto by się, kurwa, gapił pod stół prowadząc przyjemną siostrzaną konwersację.
Po takim wstępie Anna stuliła usteczka w ciup i rzekła – no to teraz słuchaj.
Małgorzata zamieniła się w słuch.

Otóż, jak już nadmieniono, po zgonie Eugenii wyszły na jaw pewne FAKTY.

Na przykład to, że małżonek Eugenii, Bolesław, walił ją w rogi na całego, co w ogóle nie dziwi wziąwszy pod uwagę, jak dystyngowaną damę miał na chawirze. Jest bowiem wiele sytuacji życiowych, w których dystyngowanie jakoś specjalnie nie przeszkadza, najwyżej ubawia, do tych sytuacji jednak zdecydowanie nie należy pożycie płciowe. Jak drewnianą kochanką musiała swego czasu być Eugenia mogę sobie tylko wyobrazić. Czy na przykład taka szlachcianka dogadza mężczyźnie oralnie? Z pewnością. Tak więc Bolesław spełniał fantazję o głębokim gardle pozamałżeńsko. Najwyraźniej jednak gardło nie było jedynym miejscem, które spenetrował na boku ślubny Eugenii, gdyż, jak się okazało po latach, spłodził on, zuch chłopak, córę. Ów upokarzający dla Eugenii fakt stał się przyczyną rozwodu z puszczalskim Bolkiem, jednak myliłby się kto, myśląc, że na tym stanęło. Bolesław może nie umiał trzymać chuja na wodzy, ale miał rozmaite zalety, których peleton otwierała zaradność życiowa i zgromadzone dzięki niej dobra materialne (w tym rzecz jasna Kossaki, szabelki i dziewiętnastowieczny fortepian). A była małżonka nie dziedziczy, ot co. Żeby mieć stały wgląd w testament i żeby temu bękartowi  Bolka nie dostało się zbyt wiele, Eugenia postanowiła wrócić. Jednak formalnie pozostali rozwodnikami (tak, pozłacany chrystusiku, czas na ostentacyjne gwizdanie). Do końca nie pozwalała Bolesławowi na kontakty z córką, a przed synami trzymała jej istnienie w sekrecie. W sumie słusznie, bo kto by uwierzył w takie fopa pośród secesyjnej zastawy?

Wszystko się rypło niedawno. Nie wiem – Bolek wypił o setkę za dużo?

Wacek dowiedział się, że ma siostrę w wieku jego starszej córki i na chwilę oszalał.
Młodsza córka dowiedziała się i wypaplała starszej córce.
Starsza córka wykręciła numer swej matki, Bożeny, i opowiedziała co do joty. Ku pokrzepieniu serc.

Bożenka długo nie mogła zasnąć bo satysfakcja paliła ją w policzki.