Kumpel K. z czasu rozpasania wszelkiego żeni się. W związku z powyższym zarządził kawalerskie w
aktualnie zainaugurowany weekend. A ponieważ nasze przytulne, rodzinne gniazdko ma swoją lepką przeszłość (mówię ci,  Ewunka, czego na tym stoliku nie było!), a przeszłość ta wiąże się między innymi z rzeczonym przyszłym szczęśliwym małżonkiem, chłopcy wymyślili sobie, że biba zacznie się właśnie tu. Nie, żeby K. był jedynym z TEJ ekipy uwikłanym w rodzinę, dzieci i takie tam ciężkie historie, skąd. Nie, żeby inni z TEJ ekipy byli nieuwikłani (wciąż), a więc jakby bardziej dyspozycyjni i, khem, pozbawieni zobowiązań związanych z, ależ. Nie dramatujmy. To mieszkanie tyle przeżyło, tyle pięknych wspomnień się z nim wiąże! To tutaj M. tańczył krakowiaka z obnażoną fujarą, S. odprawiał liczne msze święte, że nie wspomnę o odjazdach W. Ileż ta podłoga widziała damskich majtek! Wszelkie kolorki i faktury. Lamparcie cętki, konianowskie dziergi, helou kiti. Ech, sentymenty.

K. ma bowiem gołębie serce. Każdy wie, że nie ma lepszej mety niż meta K. A kumpel raz ma kawalerskie. Raz w życiu. Co prawda jest tych kumpli kilku, jednak żywię nadzieję, że jak tamci już postanowią na resztę życia uszczęśliwić swoją nieustanną obecnością jakąś zapewne niedosłyszącą i niedowidzącą niewiastę (swoją drogą, oddam im swój 1% i założę fanpejdża), no więc jak już wezmą tę kalekę  w wieku lat czterdziestu, bo przecież nie wcześniej, wcześniej jest czas fanu, nieprawdaż, to jednak znajdzie się jakaś choćby konkurencyjna meta. Albo, że nasza już nie będzie nasza. Whatever. Generalnie żywię nadzieję, że nie będę miała chłopców z rana pozaleganych we wszystkich kątach naszego rodzinnego gniazdka z przeszłością. Kiedyś.

Ale co. Toleruję, tak? Jednakowoż sałateczki to raczej nie popełnię na tę okazję, bez perwersji. Jak chłopcy chcą zakąsek to niech se wrzucą berlinki na indukcję. Musztarda jest i keczup najlepszy, Włocławek. I korniszony z Lidla.


A jutro Narodowy Dzień Glamur. Czujecie ten dreszcz, ten prestiż, doniosłość wydarzenia? Ja po maksie. Powiedzcie mi tylko – czemu nie mamy tu Topszopa?
Sobota dla szmat,
ale za to niedziela będzie dla nas. Ze zwłokami tatusia.