Gustaw przeczołguje.
To znaczy nie on sam w sobie, to dobry chłopak, dam głowę, że nie ma na myśli nic złego.
Niemniej jednak.
Od mniej więcej połowy listopada cierpię na swą zaprzyjaźnioną, możnaby rzec  przypisaną memu istnieniu, przypadłość. I wszystko okej, mogę pocić się obficie upuszczając urynę, mogę czuć ten cały tercecik: pieczenie-kłucie-napierdalanie, ale niechże wtedy nie będę w ciąży i niechże nie dotyczą mnie ograniczenia wytłuszczone na ulotkach środków farmakologicznych. Mam już za sobą baterię antybio, niby dozwolonego w dwupaku, ale niesmak pozostał, baterię słynnego ruskiego wynalazku barwiącego mocz na intrygujący oranż i inne uro-specyfiki. Pomagają na chwilę. Biorę, idę, badam, wyniki jakby lepsze, dochtór S. mówi – odstawiamy, nazajutrz cały garnitur tortur z powrotem na tapecie.
W międzyczasie, wypłukawszy resztki magnezu, dostaję serii skurczy kończyn, które budzą mnie kilka razy w nocy i nie odpuszczają dopóki nie spędzę kwadransa kuśtykając po chawirze, ku wielkiej nadziei Ireny, że oto ktoś postanowił dobrodusznie zadbać o jej kocią potrzebę igrzysk. (zejdź mi z drogi, sierściuchu). Rano mam obolałe łydki oraz stopy, a to doprawdy nic, bo skurcze łapią też w dzień, na przykład za kierownicą. To zabawne, jak mocno można wdepnąć gaz, gdy zachodzi potrzeba ulżenia pokurczonemu śródstopiu.

Ale skupmy się na pozytywach.

Byłam wczoraj na balu. No, dobra, nie na balu, tylko urodzinach kumpla, męża przyjaciółki. Ponieważ nie mogłam oddać się karnawałowi w stylu, który preferuję, dużo żarłam i błyskałam cekinami. Normę w spożywaniu substancji procentowych wyrabia ostatnio K., tak więc gdyby wyciągnąć z tego jakąś średnią dla nas dwojga, wyniki są wciąż imponujące i nikt nie zarzuci nam, że uszczuplamy budżet państwa. Wręcz przeciwnie – tankujemy diesla za całe pięć osiemdziesiąt i, nad czym bardzo ubolewam, wszelkie obecne dochody mamy objęte czułym skrzydłem fiskusa. Brzydzi mnie to, gdyż uważam, że naszym oczywistym obywatelskim obowiązkiem jest rżnąć państwo, skoro ono z takim upodobaniem rżnie nas, ale nic nie pocznę.
Na razie nie mam pomysłów. Może na wychowawczym trafi się jakieś zleconko na czarno. Będę je czule celebrować. Z lubością też rozwiodłabym się, by pobrać należne datki dla samotnej, ale za dużo zachodu za ten żenujący ochłap.