Ostatnimi czasy bardzo intensywnie żyję. 


Miałam na przykład swój złoty czas, jeśli idzie o chłonięcie
kultury. Byłam dwa razy w kinie – w odstępie TYGODNIA. To nie zdarza się
często, więc przeżywam. Przeżywam też treści, które wchłonęłam. Znaczy
Rzeź to nieprzesadnie, choć podobała mi się bardzo. Drugą pozycję przeżywam.


Nie mogę się otrząsnąć. Próbuję wyjść z mazurskich realiów czterdziestego
piątego i nijak nie mogę. Cały czas mam ich przed oczami. Upodlonych do granic.

Fatalna jest świadomość, że człowiek jest w stanie znieść absolutnie wszystko.
Że cierpienie nie ma limitu. I że nikt, im jestem starsza, tym widzę to
wyraźniej, naprawdę nikt tym wszystkim nie zawiaduje.
Dwudziesty pierwszy wiek nie jest jakiś super, człowiek tyra, a efekty nie
powalają; zapierdala jak chomik w swoim idiotycznym kołowrotku, lecz zdaje się
mieć mniej niż chomik satysfakcji; wie, że nigdy nie dostanie nagrody w postaci
spokojnej jesieni życia, że będzie tak tyrał, aż mu pierdolnie jakaś
żyłka.  Ale potem widzi obrazki z
przeszłości i wie, że tak naprawdę ma wielkie szczęście. Choć spotkać mężczyznę
pokroju Tadeusza to w dzisiejszych czasach chyba raczej mało prawdopodobne.

Prowadzę także bujne życie towarzyskie. 
Miałam ostatnio wychodne aż trzy razy! Za pierwszym razem spotkałam się z
laskami ze studiów, z czego większość była w ciąży, a mniejszość w połogu, siłą
rzeczy zatem tematy laktacyjno-waginalne zdominowały nasz wieczór. Raczyłyśmy się koktajlami owocowymi i herbatą. Nie za długo się raczylyśmy, bo poszłyśmy na chatę spać. Innego wieczoru udałam się na tete a
tete
z dobrym kumplem. W knajpie było ciepło i przyjemnie oraz załapaliśmy się
na kanapę z poduchami. Poduchy można było podłożyć sobie pod głowę, sączyć
napój i rozmawiać. Poczułam, że przysypiam. Pożegnaliśmy się i pojechałam na
chatę spać. Trzecie wychodne polegało na tym, że poszłam z laskami z pracy do
lokalu gastronomicznego, a w międzyczasie przypomniało mi się sto różnych
zaniedbań, które, by usunąć musiałam natychmiast usunąć siebie (z lokalu). Gdy skruszona
świadomością zaniedbań dotarłam do domu, sąsiadka z oczami spaniela wręczyła mi
swą niesforną córcię, na momencik. Nie mogłam odmówić, sama niejednokrotnie będąc przez sąsiadkę
ratowana z opresji. 
Poza tym rozumiem ją bez słów. Lepiej tak, niż wiecie. Zabić, czy coś. 


No i tak to właśnie.

Kina, lokale.  Myślałby
kto, że jak ciężarna i jak dzieciata to zaraz uwikłana. Nic bardziej mylnego. Tak,
że zachodźcie i rodźcie, NIC się nie zmieni.