- Kto panią prowadzi?
Pan. Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.
- Dochtór S., z Polikliniki Fantazyjnej ale niestety jest na urlopie.
Ściślej – gdzieś w okolicy Havany.
- Mhmm – w tym mhmm pobrzmiewa spontanicznie obmyślony plan zdemaskowania rywala. Wytknięcia, że niewłaściwie opiekuje się swymi ciężarnymi owieczkami, jest niedouczony lub gorzej – zjadła go rutyna. W sumie ciężko sprawić, by starszy stażem, a jeszcze na dodatek ordynator stosownego oddziału, mógł polec w zawodowo-intelektualnych szrankach, ale rutyna, o to to!, doskonały trop, trzymajmy się tego!
- Badania skompletowane? A Hiv? Sprawdzała Pani?
- Robiłam w pierwszej ciąży.
- No wie Pani, należałoby w każdej.
- Ufam, że małżonek nie moczył poza domem.
Mój rozmówca uśmiecha się ni to z politowaniem, ni ze współczuciem.
- Ile kilo pani przybrała od początku?
- Osiem.
- Co??? – małe oczka otwierają się szerzej pod pizdowatym przedziałkiem w stylu amanta z boysbandu – To niedopuszczalne! Chyba pani je sam cukier. Musi mieć pani fatalną dietę!
- Ja wiem?  Obiady gotuję sama, nietłuste raczej. Rano muesli ze świeżymi owocami …
- BANANY! Je pani pewnie banany!
- Jem. Uwielbiam banany.
- Winogrona?
- Owszem.
- Gruszki!!!
- Na tony.
- To wszystko natychmiast odstawić. Zero cukru! Sprawdzać indeks glikemiczny wszystkiego co pani je. Słowem – odchudzić się.
Pojebało pana, że tak to ujmę?
- A jaki cukier?
- Bardzo niski. W dolnej granicy.
- Mhmm – to z kolei mhmm nosi w sobie brzemię zawodu.
Rozjebałam mu cały wykład. Marsz do kąta, szmato bez wyczucia ty!

- Tu się nic nie dzieje – słyszę w końcu to, po co przyszłam – bóle mogą być związane z rozstępującym się spojeniem łonowym. Trochę wcześnie, ale widać taka pani uroda. (Albo jej deficyt.) Tak już pewnie zostanie pani do końca.
Yeaaah! Niech żyje druga ciąża! Polejcie!
- A dziecko główką do góry…
Gustawie, czyżby ci brat wyrył paznokciem wewnątrz mnie hieroglif, głoszący że jak się dobrze ustawisz ominie cię wysiłek przeciskania przez kanał?
- … to się oczywiście może jeszcze zmienić. Ale wszystko wskazuje na to, że syn będzie spory. Czyli radziłbym cięcie. Chyba nie ma pani zamiaru przepychać czterech kilo a potem nie trzymać moczu? I cierpieć na różne inne interesujące rzeczy, związane z trwałym uszkodzeniem krocza?


Facet, doprawdy, zainteresuj się kroczem swojej starej.
Moje chciało tylko zapytać o przyczynę bólu.
Padło na ciebie, bo tylko ty miałeś okienko.
Już wszystko wiem, za co za chwilę twoja ryża piczka-zasadniczka w rejestracji, zainkasuje horrendalną kwotę.
Tak, że wiesz. Ogólnie to spierdalaj.