- Okej mamo, bawimy się, tu jest sklep z książkami, a jestem pan księżarny.

- Chryste, co za dzieciak! – wzdycham ciężko.
- Takiego mnie urodziliście – wyjaśnia Marcel i do siebie porządkując wiedzę - To było tak: był plemnik i komórka jajowa. I one się połączyły i powstał dzidziuś, czyli ja. Chłopiec taki. Dobrze, że załapałem się na chłopca.

- Uch – jęknęłam wstając z kanapy.
- Coś cię boli mamo? – zainteresował się Marcel – Miednica? Eeee ta… Macica?

Po tym jak zabrałam mu coś, czego nie powinien był brać lub czegoś nie pozwoliłam.
- W tym domu nie ma miłości.