Bardzo
chciałabym mieć wylane na doczesność. Walić przetarte tu i ówdzie panele
podłogowe, nie nudzić się kolorem ścian, nie myśleć czule o dziwactwach tegorocznej kolekcji IKEA PS. Nie skupiać na pierdołach.
Ale nie umiem, jestem niewolnicą dóbr doczesnych, doznań
wzrokowych, nie mających nic wspólnego z zaglądaniem w głąb. Co najwyżej w głąb wiaderka z farbą zaglądam.
Nic na to nie poradzę, choć mam świadomość słabizny takiego stanu rzeczy.
Ja wiem, co człowieka uwalnia od myślenia o gównach. Wyzwala. Wiem i jednak pragnę
mojego zniewolenia.

No więc Intuicja od Ewy Minge, Bezmiar Przestrzeni, a także grafit z
mieszalnika dają radę. Nowa aranżacja w dużym pokoju również.
Małżonek, który nigdy nic nie widzi awansem, nie potrafi sobie wyobrazić, podchodzi
sceptycznie, lub w ogóle nie podchodzi, jak już zobaczył, powiedział, że łał. Odczułam jakiś
tam promil pełnowartościowej satysfakcji, bo do takiej normalnej nie jestem
chyba zdolna po miesiącach łażenia po mieszkaniu z miarką i ołówkiem, gadania
do ścian oraz świadomości, że patrzy się na mnie jak na kandydatkę do Lubiąża. Dlaczego on mi nie ufa? Czy to przez lampę dmuchawca XXL, przez którego oboje musieliśmy
schylać się przechodząc? To może być jakiś trop. (Choć lampa była zjawiskowa i nikt mi nie wmówi, że niewarta schylania). 

No więc w kwestii malowania nie zrobiłam nic, ale za to dałam trochę czadu ze
sprzątaniem, okna pomyłam i takie tam. I trochę to odchorowałam,  nie powiem, że nie. Poza tym Gutek dostał
wczoraj czkawki i dziwnie miała ona miejsce pod cyckami. Czyżby znudziło go świrowanie nietoperka?
Nie wiem jak to się udało, że tym razem tak bardzo trzymam na dystans
wyobrażenia okołoporodowe i nie daję się ponieść chwilowym nadziejom. To kompletnie nie w moim
stylu, jestem etatową napalaczką, na wszystko się napalam, spalam, a potem
popielę i jeden wielki chuj. A tu nic, stoicyzm, lotosizm i zen. Zaskakuję samą siebie. Może po trzydziestce tak się robi?

A dziecku na jednej ze ścian śmy jebli Blue Jeans, również dzięki niebywałej uprzejmości Minge
Ewy. Fajnie wyszło, delikatny zajob, bo kolorek cokolwiek intensywny, ale ja go
znajduję bardzo dobrze. Kocica mówi, że dla niej zbyt żółty. Niebieski zbyt
żółty? Przysięgam, przyciągam samych wariatów. 

Och, jutro niedziela, już jutro ujrzę mego Misia i zmolestuję setkami maminych całusków. (I nie minie godzina a już będę miała gada powyżej uszu, lajf).