Nazbyt wielu okazji do budowania relacji wnuk-dziadkowie Małgorzata
nie miała. Nie w swojej rodzinie przynajmniej. Bożenka kochała wnuki gorąco, lecz
na możliwie sporą odległość. Na jakiekolwiek propozycje poprzebywania z
Juniorem sam na sam z jej strony Małgorzata dawno przestała liczyć. Już
bardziej aktywny był w tej materii Wacław.
Wacław nie świecił może przykładem jako ojciec (nawet jeśli pominąć litościwie
jego studencki, żenujący start w ojcostwo), lecz jako dziadek zdarzało się, że
zabłysnął. Czytał książki, składał z lego rycerskie zamki, bywał wydającym dzikie
ryki potworem, przed którym Junior czmychał z radosnym piskiem. Niestety miał
Wacław cechę dyskredytującą go, jako udanego dziadka, a cecha ta wyssana z
mlekiem jego matki hrabianki Eugenii, świećcie szatani nad jej truchłem, nosiła
imię: maniakalne krzewienie sawuar wiwru.

Małgorzata i jej małżonek teorię tegoż znali, nie byli jednak nim szczególnie spętani
na co dzień i we własnej twierdzy, w której według słów pieśniarza je się i
pierdzi (u Wacława nie pierdziało się z całą pewnością, u Eugenii  problem wiatrów nie pojawiał się nawet po
bigosie). Może kto uzna, że to źle, że prawie pięciolatek żyje póki co poza
pewnymi społecznymi ustaleniami. Że na przykład nie odstawia sztućców między
siódmą a ósmą, po zakończonej konsumpcji. Że nie muska usteczek co kęs. Że nie
zaczyna jeść na hasło gospodarza, lecz rzuca się ochoczo na apetyczną kulkę
młodego ziemniaka, mimo, iż inni jeszcze nie zaczęli. Może to źle.
Małgorzacie wystarczyło, że nie mlaskał, nie siorbał, nie bekał, RACZEJ nie
mówił z pełnymi ustami (a jeśli tak, był upominany) oraz JADŁ ZE SMAKIEM. Bo z
jedzeniem u Juniora bywało różnie.


Lecz Wacław miał większe ambicje. Zaraził nimi również Drugą Żonę. I tak
przekrzykiwali się nawzajem.
Nie jedz jeszcze, jeszcze nie zaczęliśmy, teraz jedz, zajmij się jedzeniem, nie
pchaj tyle do ust, wytrzyj, kapie ci, nie siedź tak, siedź prosto, nie kiwaj
się, nie mów tyle, jak ty się zachowujesz, nie zachowuj się tak, ile ty masz
lat, nie jesteś już małym dzieckiem, jedz ładnie, co robimy jak kończymy posiłek?…

Małgorzata struchlała usłyszawszy ten przyśpieszony kurs małej zmanierowanej ciotuni.
Nie, no, zgadzała się, że warto jeść nie budząc odrazy, ale żeby zaraz układanie
sztućców w wieku przedszkolnym? Seriously?
Zresztą koncert życzeń nie dotyczył tylko zachowania przy stole, ale wachlarza
zachowań w ogóle.
Wacław i Druga Żona mogliby napisać Bon ton przedszkolaka. Albo poradnik – Jak skutecznie spiąć poślady małemu chłopcu?
Pytanie tylko kto by to
wydał. I kto kupił.