Pojechał Marceli na czwarty już wyjazd wakacyjny (się powodzi
dziecięciu), lecz wcześniej zbudynił matkę czułym pożegnaniem brata.



Z nadmiaru wolnego czasu postanowiłam ujednolicić szalony fryz Gustawa (wariackie pióra na górze, wytarte placki za uszami.)

K. wyjął sprzęt i pojechaliśmy po bandzie.
Oj no wiem, wiem, nie przydało to dziecku urody, ale przynamniej okazało się, że Gutek
jest jednak blondynem, jak reszta klanu.
(Oczywiście, że zapuszczam!)

Ponadto K. rozpoczyna dziś nowy rozdział w swoim życiu
zawodowym i mam trochę rajzefiber, związany z nową organizacją życia
rodzinnego.
Nie lubię zmian, bo bardzo lubię, jak jest teraz.

(Gdyby po świecie stąpały same takie wygodnickie kluchy, jak ja, żaden postęp by się nie dokonał.)