eee-co-to-ja-chcialam blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2012

chodźta!

tym jakze znamiennym tytulem doskonalej teksciarsko piesni zespolu siekiera pozdrawiam redakcje badziewia w ktorym aktualnie mam blog ale juz niedlugo, juz za momencik, niech no ja znajde chwile i pomocna dlon albo raczej mozg – wyniese sie stad i tyle beda mnie widzieli.
nie przemawia do mnie argument, ze prosto, ze funkcjonalnie. dobry dizajn ma to do siebie, ze jest nie tylko funkcjonalny ale  i ladny. a tu ladnosci zabraklo. a przeciez wiadomo nie od dzis ze jestem bardzo nastawiona na ladnosc – w domu i zagrodzie.
i szablonik od kocicy nie wiem jak wstawic i w ogole NIC nie wiem.

Ostatnio popsuł się nieco Gustaw, budzi się częściej i
oczekuje towarzystwa w niespaniu. Nie jest to rzeź z gatunku rzezi marcelowych,
bo taki hardkor wygrywa wszelkie porówniania (oczywiście hardkor, jaki może
wygenerować ZDROWE dziecko bo musiałabym być tępą,
niewdzięczną lochą, by nie zauważać, że istnieją na świecie gorsze przeczołgi,
no bynajmniej), tym niemniej komfort drugiego macierzyństwa odnotował minimalny
uszczerbek. Ale oj tam, wciąż jest śłitaśnie.
Gutkowi stuknęły wczoraj trzy miesiące i powoli wyrasta z rozmiaru 74. Nosi czapeczkę,
w której Marceli lansował się już ostro raczkujący, tak, że gdyby nas kto
odwiedzał i chciał jakąś modną szmatkę sprezentować, mówię uczciwie – darujmy sobie
te serdeczności, rozmiar Gustawa zmienia się z godziny na godzinę, nigdy nie utrafisz.

Marcelon wrócił znad morza piękny i hebanowy i zasilił szeregi zerówkowiczów. W
związku z tym pojawiła się potrzeba skompletowania pierwszej wyprawki. Chryste,
czy produkuje się jeszcze NORMALNE piórniki – nie wiem, na przykład
jednokolorowe, albo w paski albo, niech stracę, w ładnie narysowane pojazdy
budowlane? Czy wszystko musi mieć nasrane disnejowskim bohomazem? Czy wszystko
musi napierdalać po oczach chińszczyzną? I to nie w sensie jakości, bo to to
wiadomo, współczesny model biznesowy, nie będę walczyć z wiatrakami, ale myślę
bardziej o estetyce, a raczej jej braku. Rany, mam pieniądze,
chciałabym dobrze je wydać, a nie mam jak w potopie nieokiełznanej wzorniczo tandety. (To
samo ze zniczami – czy widział ktoś kiedyś ładne, minimalistyczne znicze?)

Poza tym mam problem z tym, że K. ogląda Sensacje XX wieku razem z Marcelem.
Mówię mu, że nie wiem czy oglądanie zabijania przez małego, bądź co bądź,
chłopca to najlepszy pomysł. K. na to: Ewunka, ale taka jest historia! Równie
dobrze mógłby posadzić syna przed pornosem, a na moje oburzenie powiedzieć: ale
Ewunka, samo życie! Nie wiem, nie wiem, oby nie było z tego jakichś wychowawczych dramatów.

Oraz nakręciłam wreszcie krótki metraż z moimi dziadkami. Zobaczyłam czarno na białym
to, co zawsze wiedziałam. On, pomimo, że od lat babrze się w jej fizjologii, ma wciąż błysk w oku, gdy o niej mówi, ona natomiast, złośliwa i
wyniosła, łaskawie daje się wielbić. Skąd w ludziach przekonanie, że pomimo, iż
mają tak wiele, zasługują na coś lepszego? Była zawsze doskonałą babcią, ciepłą i bardzo kochającą, ale nie mogę jej wybaczyć, że nie docenia jakim niesamowitym partnerem życiowym jest od 55 lat jej mąż. Ciężko chory i nieuleczalnie oddany. Na niewdzięczność powinien być paragraf.

shit happens

4 komentarzy

Pogarszający się stan ukochanego Dziadka T. przywiódł Małgorzacie
na myśl umieranie babci Wiesławy, a to z kolei – postać jej małżonka, dziadka Adolfa.
Babcia Wiesia, babcia na dopinkę, bo ani krew, ani znajomość od pieluch, a
jednak babcia możliwie najprawdziwsza, jak większość z tamtego pokolenia nie miała
łatwo. Najpierw dzieciństwo na Syberii, śmierć ojca, wieloletnia opieka nad
sparaliżowaną mamą, później nawet równolegle z wychowywaniem bliźniąt i ich
młodszego brata, gorzkie rozczarowanie małżeństwem, zapierdalanie od świtu do
nocy, bo pola do obsiania, bo zwierzęta do oporządzenia, bo żniwa, bo to, sro,
owo.

W agonii babcia otwierała się coraz bardziej i obraz dziadka stawał się z
anegdoty na anegdotę coraz bardziej spójny i klarowny. Bo, że Adolf nie należał
do charakterów godnych naśladowania, wiedzieli w rodzinie wszyscy. Lecz, że był szumowiną moralną, ludzką wydmuszką, kutasem grubo ciosanym, dowiedziała się
Małgorzata na krótko przed babci odejściem.
Zastanawiała się Wiesława, siejąc po poduszce pukle szarych włosów i jęcząc,
pomimo morfiny, dlaczego nie wydała się za tamtego lekarza z miasta, który tak
intensywnie zabiegał o nią, bo przecież była i robotna i przystojna i
niegłupia, kurs księgowej nawet miała. Nie umiała sobie na to pytanie
odpowiedzieć. Małgorzata tym bardziej. Może Adolf był tak piękny, że miękły
kolana? A może babcia w gruncie rzeczy bała się miasta, całe życie
spędziwszy na prowincji? Nie wybrała lekarza, choć obiecywał piękne życie.
Wybrała Adolfa, który napsuł jej krwi i przyniósł same łzy.

Nie jest jednak moją intencją wymieniać kurestwa, jakie nieustannie produkował Adolf,
bloga by zabrakło i literki na klawiaturze się starły. Przypomniała mi się po
prostu rzecz, godna zapisania, bo piękna i bardzo literacka.

Któregoś razu rodzice Małgorzaty – Bożenka i Drugi Mąż, odwiedzali wujostwo,
krewnych Wiesi i Adolfa. Zaintrygował ich widok wersalki stojącej na środku
ogródka. Wujostwo zmitygowani pytaniem osocho z wersalką początkowo unikali
odpowiedzi. Lecz potem ktoś musiał puścić parę z ust, bo wyszło, że Adolf przy
ostatniej wizycie najebał się i zesrał, jak siedział. W wersalkę brata i
bratowej. Próbowali ją prać, ale nie udało się zniszczyć nieznośnej woni
rzadkiego srania.
Tyle dobrego, że Wiesława nie dożyła tej historii, bo ze wstydu chyba by umarła.
A
tak mogła mieć niegodziwości i żenady Adolfa głęboko w dupie.


  • RSS