Ostatnio popsuł się nieco Gustaw, budzi się częściej i
oczekuje towarzystwa w niespaniu. Nie jest to rzeź z gatunku rzezi marcelowych,
bo taki hardkor wygrywa wszelkie porówniania (oczywiście hardkor, jaki może
wygenerować ZDROWE dziecko bo musiałabym być tępą,
niewdzięczną lochą, by nie zauważać, że istnieją na świecie gorsze przeczołgi,
no bynajmniej), tym niemniej komfort drugiego macierzyństwa odnotował minimalny
uszczerbek. Ale oj tam, wciąż jest śłitaśnie.
Gutkowi stuknęły wczoraj trzy miesiące i powoli wyrasta z rozmiaru 74. Nosi czapeczkę,
w której Marceli lansował się już ostro raczkujący, tak, że gdyby nas kto
odwiedzał i chciał jakąś modną szmatkę sprezentować, mówię uczciwie – darujmy sobie
te serdeczności, rozmiar Gustawa zmienia się z godziny na godzinę, nigdy nie utrafisz.

Marcelon wrócił znad morza piękny i hebanowy i zasilił szeregi zerówkowiczów. W
związku z tym pojawiła się potrzeba skompletowania pierwszej wyprawki. Chryste,
czy produkuje się jeszcze NORMALNE piórniki – nie wiem, na przykład
jednokolorowe, albo w paski albo, niech stracę, w ładnie narysowane pojazdy
budowlane? Czy wszystko musi mieć nasrane disnejowskim bohomazem? Czy wszystko
musi napierdalać po oczach chińszczyzną? I to nie w sensie jakości, bo to to
wiadomo, współczesny model biznesowy, nie będę walczyć z wiatrakami, ale myślę
bardziej o estetyce, a raczej jej braku. Rany, mam pieniądze,
chciałabym dobrze je wydać, a nie mam jak w potopie nieokiełznanej wzorniczo tandety. (To
samo ze zniczami – czy widział ktoś kiedyś ładne, minimalistyczne znicze?)

Poza tym mam problem z tym, że K. ogląda Sensacje XX wieku razem z Marcelem.
Mówię mu, że nie wiem czy oglądanie zabijania przez małego, bądź co bądź,
chłopca to najlepszy pomysł. K. na to: Ewunka, ale taka jest historia! Równie
dobrze mógłby posadzić syna przed pornosem, a na moje oburzenie powiedzieć: ale
Ewunka, samo życie! Nie wiem, nie wiem, oby nie było z tego jakichś wychowawczych dramatów.

Oraz nakręciłam wreszcie krótki metraż z moimi dziadkami. Zobaczyłam czarno na białym
to, co zawsze wiedziałam. On, pomimo, że od lat babrze się w jej fizjologii, ma wciąż błysk w oku, gdy o niej mówi, ona natomiast, złośliwa i
wyniosła, łaskawie daje się wielbić. Skąd w ludziach przekonanie, że pomimo, iż
mają tak wiele, zasługują na coś lepszego? Była zawsze doskonałą babcią, ciepłą i bardzo kochającą, ale nie mogę jej wybaczyć, że nie docenia jakim niesamowitym partnerem życiowym jest od 55 lat jej mąż. Ciężko chory i nieuleczalnie oddany. Na niewdzięczność powinien być paragraf.